idealny przepis na życie:

5 kg Gdyni, cztery szczypty zdjęć, dwie miarki kultury i wszystko doprawione dużą ilością włoskiego słońca…

Zmierzch Romea i Julii?? 26 kwiecień 2009

Zaszufladkowany do: przemyślenia najróżniejsze — Lena @ 17:58

 

Zmierzch Romea i Julii?

 

 

 Tak więc nadeszły Walentynki. Trudno o nich zapomnieć poruszając się po mieście, gdzie każdy sklep lub kiosk bije charakterystyczną czerwienią i setkami serduszkokształtnych form. I jak co roku samotne panny wzdychają (cytat z Internetu): „Romeo! Romeo!! Gdzie jesteś cholero? Marznę przez Ciebie na balkonie…!!!”

 Do niedawna klasycznym przykładem wielkiej miłości była właśnie szekspirowska para: Romeo i Julia. Ona – panna z dobrego domu, piękna, dla zwykłych śmiertelników niedostępna, ale z miłości gotowa na wszystko. Po prostu ideał. No.. może prawie, bo gotować nie umiała, a dla polskich wielbicieli schabowego, ta cecha w partnerce jest wielce pożądana. Adoratora naszej Julki można opisać krótko: kocha ją i już. Skacze po balkonach, śpiewa serenady, naraża się całej rodzinie, ale kocha i wie, że to ja jedna, jedyna, „najedyniejsza”.  Gdyby zapytać ile dziewczyn choć raz w młodości westchnęło: „Ach gdzież jest ten mój Romeo??!”, to dam głowę, że co druga  do dziś tak wzdycha, nawet jak się nie przyznaje. Łącznie ze mną.

 

Claire Danes i Leonardo DiCaprio jako Julia i Romeo

Claire Danes i Leonardo DiCaprio jako Julia i Romeo

 I tak było przez lata. Romeo i Julia – kochankowie idealni. Była w międzyczasie jakaś konkurencja m.in. w postaci Tristana i Izoldy, czy niezatapialnych z Titanica: Kate i Leo, lecz szybko o nich zapominano i wracano do Szekspira. Jednak w ostatnim czasie pojawiła się taka para, że Werona aż zadrżała w posadach.

I tak oto mamy naszą współczesną Julię, a zarazem jej zupełne przeciwieństwo- Bellę Swan.  Bohaterka, którą stworzyła autorka książki pt. Zmierzch, jest klasycznym przykładem gapowatości. Gdzie nie pójdzie- tam się przewróci, czego się nie dotknie- to potłucze, upuści, zniszczy. Zero makijażu, uczulenie na sukienki, wstążki i kokardki. I za to właśnie pokochały ją miliony dziewczyn na całym świecie, które czytając książkę identyfikowały się z nią, jej zwyczajnością i byciem sobą w każdej sytuacji. W końcu pojawiła się postać, nie tak odległa i wyidealizowana jak nieskazitelna  Julia.

No i jest też ON – sprawca całego zamieszania – Edward.

 Edward jest nieziemsko męski, nieziemsko szybki i ogólnie cały jest nieziemski, bo jest wampirem. Zakochuje się w dziewczynie, która mogłaby być jego daniem głównym lub deserem. No i gdzie tu naszemu Romkowi do obdarzonego super mocami Edzia… ?

ugryźć czy nie ugyźć? oto jest pytanie!!

ugryźć czy nie ugyźć? oto jest pytanie!!

 

 O ile w starciu: Julia vs. Bella, można powiedzieć, że różnica jest niewielka, to w konfrontacji panów zdecydowanie wygrywa wampir. Potwierdzono to ogólnoświatową, masową Zmierzcho-manią. Na blogach, w gazetach, w telewizji, dosłownie wszędzie można  ujrzeć fanatycznie zakochane i mdlejące na widok aktora odtwarzającego rolę Edwarda małolaty, które o Szekspirze prawdopodobnie jeszcze nie słyszały i być może już nigdy nie usłyszą.

jeden z plakatów zapowiadających film Zmierzch 

 

Cała seria ma 4 części i ponieważ do wszystkich nabyto już prawa do ekranizacji, to dla dzisiejszych nastolatków właśnie ta para będzie przykładem tego idealnego uczucia.  Miłości kwitnącej mimo barier (wampir i człowiek, czyli on wiecznie głodny  i ona kusząca zakąska) i miłości, którą (gdy pominiemy pochodzenie Edwarda) możemy spotkać na każdym kroku, bo nie jest ona tak patetyczna i opisana szekspirowskim językiem jak historia kochanków z Werony.

wszystkie okładki powieści

wszystkie okładki powieści

 

  Ale co by  tu dużo mówić – obojętnie czy mu będzie na imię Romeo, Edward lub Tristan- byleby „mój Ci on był”!

 

Ośmiornica olbrzymia w Akwarium Gdyńskim 25 kwiecień 2009

Zaszufladkowany do: gdyńskie ciekawostki — Lena @ 9:24

Jedyną w Polsce przedstawicielkę tego gatunku o imieniu Luiza można zobaczyć w Gdyni.

 

Ośmiornica olbrzymia (Enteroctopus Dofleini), zwana także pacyficzną, przybyła do Akwarium Gdyńskiego z Kanady. Ośmiornica ta należy do gatunku największych na świecie – rozpiętość jej ramion może sięgać do 10 metrów, a waga do 90 kilogramów. Jest drapieżnikiem zamieszkującym słone morza i oceany. 

 

 Ośmiornice te słyną z nieprzeciętnej inteligencji. Posiadają zdolność uczenia się i lubią się bawić, np. kostką Rubika. Potrafią też bardzo szybko zmieniać ubarwienie i kształt ciała w zależności od otoczenia lub nastroju, od tego czy polują, czy też są atakowane.

 

Gdyńska ośmiornica to młody osobnik, ma 6 miesięcy a jej ramiona mają rozpiętość jednego metra, waży trzy kilogramy. Do Gdyni przyjechała aż z Kanady z północnego Pacyfiku wraz z sześcioma rozgwiazdami, z gatunku olbrzymich.

 

 

Do specjalnie przygotowanego dla Luizy zbiornika najpierw wpuszczono rozgwiazdy, z którymi ośmiornica zamieszka, a później w worku samą ośmiornicę. Po pewnym czasie i zaadaptowaniu się głowonoga do nowej temperatury otoczenia, zwierzę wypuszczono z worka. Luiza zapoznała się ze zbiornikiem i schowała w jednym z jego zakamarków.

 

 Gdyńskie Akwarium:

 Godziny otwarcia:

od 1 kwietnia do 31 maja              09:00 – 19:00 (kasa 09:00 – 18:30)

od 1 czerwca do 31 sierpnia            09:00 – 20:00 (kasa 09:00 – 19:30)

od 1 września do 30 września         09:00 – 19:00 (kasa 09:00 – 18:30)

od 1 października do 31 marca       10:00 – 17:00 (kasa 10:00 – 16:30)

 

 

 

 Ceny biletów:

 Bilet normalny: 14 zł

   Bilet ulgowy: 9 zł

 

Bilety ulgowe:

 

  1. Dzieci w wieku przedszkolnym powyżej 4 lat,
  2. Uczniowie szkół podstawowych, gimnazjów oraz szkół średnich,
  3. Studenci do 26 roku życia,
  4. Emeryci i renciści,
  5. Opiekunowie grup w przypadku, gdy ich liczba przekracza jednego opiekuna na 10 podopiecznych.

Wstęp bezpłatny:

  1. Dzieci do lat 4,
  2. Opiekunowie grup (1 opiekun na 10 podopiecznych),
  3. Opiekunowie osób niepełnosprawnych fizycznie i umysłowo,
  4. Pracownicy ogrodów zoologicznych,
  5. Przewodnicy PTTK.

W okresie październik – kwiecień obowiązują następujące zniżki
i zwolnienia z opłat:

  1. W pierwszą i trzecią środę każdego miesiąca wstęp wolny dla emerytów, rencistów oraz dzieci z ośrodków opiekuńczo-wychowawczych,
  2. 20% rabatu dla wszystkich grup zorganizowanych (powyżej 15 osób).

 

 

     
Akwarium w Gdyni
Akwarium w Gdyni

 

 

 

Więcej informacji: http://www.akwarium.gdynia.pl/index.php

 

(nie)zwykły poranek 29 marzec 2009

Zaszufladkowany do: Bez kategorii — Lena @ 14:43

 

Godzina 9.05. Pętla autobusowa na Pustkach Cisowskich – początkowy przystanek trolejbusu nr 28. Kierowcy pośpiesznie biegnący do swoich pojazdów. Kolejny zwykły dzień pracy…ale ludzi jakby dużo mniej. Szczególnie na przystanku. A przecież jest czwartek. Gdzie młodzież debatująca na głos czy może jednak nie jechać do szkoły? Gdzie pani w czerwonym płaszczu, która codziennie jeździ o tej godzinie do pracy? Gdzie babcia z pieskiem wybierająca się na rynek po zakupy? Jeżdżąc trajtkiem przez cały rok i spędzając około pół godziny z tymi samymi osobami można się  do nich naprawdę przywiązać. I gdzie oni są?… Pusto, nienaturalnie cicho. Nawet wiatr wieje ospale!

 

Wsiadając przednimi drzwiami, żeby kupić bilet trzeba chwilę poczekać – kierowca właśnie wymienia cały kalendarz przylepiony do deski rozdzielczej. Nareszcie rusza.

 

            Godzina 9.13. Przystanek Chylonia Dworzec PKP. Spora grupa starszych ludzi wchodzi środkowymi drzwiami. Za zakrętem jest kościół, więc pewnie wszyscy po mszy. Mimo dziesięciu osób w trajtku wydaje się pusto. Wszystko w jego wnętrzu, jak i poza jego szybami, dzieje się powoli, bez pośpiechu, ludzie mówią szeptem jakby się bali obudzić ten śpiący świat. Dziwnie też, że nikt nie wypada zdyszany z pojazdu i nie biegnie na dworzec SKM w nadziei, że jednak kolejka chwilę poczeka, nie odjedzie narażając go na kolejne spóźnienie.

 

            Przystanek Morska-Estakada. Godzina 9.20. Tu już powinno być bardzo tłumnie. To miejsce, do którego zjeżdżają się autobusy z trzech dzielnic i często zmuszone są stać w kolejce, żeby podjechać do przystanku. Ale dziś wszystko rozczarowuje: chmurne, szare niebo, zbita szyba w wiacie i puszki do piwa porozrzucane dookoła i ta pustka… tylko kolorowy balonik przywiązany do kiosku dyga niespokojnie. Nawet ta wsiadająca para zakochanych. Taka mdła, niewyraźna… Sceny jak z taniego horroru. Brakuje tylko zombie. Ale i na nich nie trzeba długo czekać…

 

             Godzina 9.23 trolejbus podjeżdża do przystanku Akademii Morskiej. Widać od razu, że okolica akademikowa i w nocy ruch był duży, bo i ludzie na przystanku w odpowiednim wieku, i te dwa kosze na śmieci odpowiednio napełnione studenckimi specjałami:  butelki, butelki, puszki i jeszcze raz butelki. Jednak osobom czekającym na przystanku zdecydowanie bliżej jest dziś do wspomnianych zombie niż przykładnych studentów. Zdecydowanie wczoraj w nocy odbył się bal przebierańców. A według nich najwyraźniej jeszcze trwa. Wsiedli głośno a usiedli jeszcze głośniej. W końcu kwestia, że ten z piracką opaską na jedno oko nie może usiąść koło tej ze skrzydełkami wróżki na kurtce, bo ona dziś obiecała towarzyszyć temu co siedzi w kucharskiej czapce, wymaga głośnego i  zdecydowanego tonu. Grupa starszych  pasażerów przerwała swoją dyskusję, pokiwała głową i westchnęła: „ Ach ta dzisiejsza młodzież…”. Trajtek rusza według rozkładu.

 

Godzina 9.27. Przystanek Batory. Wszyscy jak jeden mąż wysiadają tutaj. W centrum zdecydowanie więcej się dzieje. Sporo ludzi snujących się po ulicach. W grupach lub parami. Nie ma nikogo kto by szedł samotnie. Większość podąża w kierunku peronów Gdyni Głównej. Zmęczeni, ale szczęśliwi wracają do domów. Autobusy już trochę bardziej zapełnione. Miasto powoli się budzi, ale wygląda, że wolałoby jeszcze pospać. W końcu wczoraj w nocy tętniło życiem jak nigdy. Jak nigdy a raczej: jak co roku w ten wyjątkowy dzień. Gdzieniegdzie można  znaleźć kawałki petard lub porozrzucane, plastikowe kubeczki. Służby porządkowe musiały się sporo w nocy napracować, skoro miasto o tej godzinie wygląda całkiem czysto i spokojnie.

 

Cisza i spokój nie trwają wiecznie. Przez park przy Teatrze Muzycznym wiodący do plaży śmignęła znajoma czapka kucharska i skrzydełka wróżki. Głośno się śmiejąc, razem z całą grupą, szli dalej świętować. Dla nich poranek 1 stycznia był tylko dalszym ciągiem trwającej od wczorajszego popołudnia zabawy.

 

 W końcu  Nowy Rok jest tylko raz w roku.

 

 

dziennikarstwo

 

Lena

 

Gdynia-moje miasto 27 marzec 2009

Zaszufladkowany do: świat przez obiektyw.. — Lena @ 18:01

          

p9251738

naturalnie i nowocześnie

             

gemini_kwiat_dobre1

kwitnie natura i rozwój miasta

 

 

 

       

 

                                                   

 

                     

p9251762

"Fotel Kinomana" w Parku Rady Europy

                     

 

 

 

festiwal11

w czasie Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych

 

 

 

gdynia_retro2

port w stylu retro

 

 

 

Kamienna Góra

Kamienna Góra

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

gdyńska marina nocą

gdyńska marina nocą

wejście do portu

wejście do portu

 

 

 

Muszla Koncertowa przy Pl.Grunwaldzkim

Muszla Koncertowa przy Pl.Grunwaldzkim

 

 

 

 

widok na Sea Towers od strony mariny

widok na Sea Towers od strony mariny

 

 

plac zabaw na gdyńskiej plaży

plac zabaw na gdyńskiej plaży

 

Męskie plotkowanie 27 marzec 2009

Zaszufladkowany do: obejrzane. usłyszane. zrecenzowane. — Lena @ 16:39

Przyjęło się, że to głownie panie plotkują i wymyślają nieprawdziwe historie na swój lub inny temat, które zazwyczaj w jakimś stopniu mijają się z prawdą. Tomasz Man reżyserując „Plotkę” na podstawie scenariusza Francisa Webera, pokazuje nam, że panowie robią to równie chętnie i często czym nie różnią się zbytnio od kobiet.

plakat promujący przedstawienie

plakat promujący przedstawienie

I tak poznajemy Francois Pignona- księgowego z 20 -letnim stażem w fabryce prezerwatyw. Francois nad życie kocha swoją pracę, jest spokojny, kulturalny i codziennie pyta współpracowników, czy chcą kawę. Niestety, nigdy nie uzyskuje odpowiedzi, ponieważ w swojej firmie uchodzi za niewidzialnego, nieciekawego pracownika. Również jego życie osobiste nie jest udane: został porzucony przez żonę a własny syn wstydzi się go i skutecznie unika spotkań. Wszystko się zmienia, gdy Pignon przez przypadek dowiaduje się, że szef planuje go zwolnić. Przed popełnieniem samobójstwa z rozpaczy ratuje go sąsiad – emerytowany psycholog.

Pignon i psycholg, który podsuwa pomysł rozpuszczenia plotki

Pignon i psycholg, który podsuwa pomysł rozpuszczenia plotki

Podsuwa mu on pomysł udawania homoseksualisty i wysyła do firmy zdjęcie – fotomontaż z Francisem w dość dwuznacznej sytuacji, który uruchamia całą plotkę. Plan działa bez zarzutu- szef fabryki prezerwatyw nie chcąc zostać posądzonym o dyskryminowanie mniejszości seksualnych pozostawia naszego bohatera na swoim stanowisku. Jednak ta z pozoru dotycząca tylko jednej osoby plotka, zaczyna zmieniać życie wszystkich pracujących w firmie.

Wcielający się w rolę Pignona – Piotr Michalski idealnie przedstawił przemianę flegmatycznego, niewidzialnego pracownika, w pewnego siebie mężczyznę, który z dnia na dzień zaczyna być odważniejszy, podoba się kobietom i zaczyna pełnić w firmie rolę ważniejszą niż sam prezes. Na pierwszym planie przez cały czas trwania spektaklu znajdował się jednak zdecydowanie Bogdan Smagacki. Powierzono mu rolę maniaka sportu, który brak wzrostu próbuje nadrobić byciem typowym twardzielem i sarkastycznymi uwagami na temat wszystkiego i wszystkich. Nasz osiłek, biegający po scenie ze sprężynowym urządzeniem do ćwiczenia uścisku dłoni, zostaje oddelegowany przez paczkę firmowych kumpli, żeby „poderwać” Pignona.. Smagacki mistrzowsko wykorzystujący wszystkie stereotypowe cechy homoseksualistów: ruchy ręką, mowę ciała, noszenie różowych sweterków i sposób mówienia, który jednoznacznie się wszystkim kojarzy, sprawia, że randkowanie naszych bohaterów tworzy niesamowite, komiczne sytuacje i co chwilę rozśmiesza widzów do łez.

po prawej: Piotr Michalski , po lewej: Bogdan Smagacki

po lewej: Piotr Michalski, po prawej:Bogdan Smagacki

Spektakl nie jest o homoseksualistach i o tym jak my ich odbieramy. Jak mówi Piotr Michalski: „To nie jest o gejach. Tylko jeden bohater, czego możemy się domyślać, jest gejem. Reszta nie. To historia o ludziach i o tym, że przez jeden niewinny zbieg okoliczności nagle zmienia się życie jednego człowieka, z czasem także całej grupy. Oraz ich podejście do życia i stereotypów”. Dzięki żywiołowej grze aktorów i ich ogromnemu wysiłkowi włożonemu w wyrazistość przedstawianych postaci, spektakl jest naładowany emocjami i każdy, w którymś z bohaterów odnajdzie kawałek siebie. Poprzez mocne przerysowanie charakterów i niektórych sytuacji, można zdać sobie sprawę z własnych uprzedzeń i z tego, że prawie o wszystkim decydują pozory, w które nie zawsze musimy wierzyć. Przedstawienie pokazuje również, że nie każda plotka musi być zła i mieć złe konsekwencje, ale wręcz przeciwnie. Reżyser uzmysłowił widzom, że wystarczy czasem jedna chwila, jedno słowo, lub jeden gest, który może odmienić nasze życie. Na lepsze.

Lena

 

Afryka (za) dzika 27 marzec 2009

Zaszufladkowany do: obejrzane. usłyszane. zrecenzowane. — Lena @ 14:31

 

            W 2005 na  ekrany kin wszedł animowany film „Madagaskar” z miejsca podbijając serca publiczności głównie dzięki przesympatycznym bohaterom – zwierzętom z lekko przerysowanymi ludzkimi cechami oraz na długo zapadającymi w pamięć tekstami. Tak oto poznaliśmy paczkę przyjaciół złożoną z gwiazdy Zoo w Central Parku i lepiej tańczącego niż ryczącego lwa Alexa, wiecznie chorej żyrafy Melmana, gadatliwej i zwariowanej zebry Marty’ego oraz matkującej całej gromadce hipopotamicy Glorii. Przez przypadek wszyscy trafiają na dziką wyspę Madagaskar. Dla naszych bohaterów przyzwyczajonych do luksusów amerykańskiego życia: masaży, opieki kosmetyczek i dań podanych na talerzu, pojawienie się w dzikim, niebezpiecznym buszu, jest ogromnym szokiem.

nasi bohaterowie podczas ucieczki z ZOO

nasi bohaterowie podczas ucieczki z ZOO

 

             Ich przygody bawiły zarówno młodszych jak i starszych, którzy dzięki trafnym tekstom połączonym z  humorem sytuacyjnym, niekiedy odnoszącym się do aktualnych wydarzeń, śmiali się na filmie nie mniej niż ich pociechy. Dzięki rewelacyjnemu, polskiemu dubbingowi gwiazdami zostały również postacie drugoplanowe: gapowaty, samozwańczy król lemurów Julian, grupa desantowych pingwinów podejmujących się ciągle zadań bojowych oraz dwie inteligentne małpy, które dzięki znajomości języka migowego i umiejętności czytania, również dzielnie pomagają naszej gromadce. Ogromy sukces w Polsce odniosła również sama piosenka z „Madagaskaru” pt. „Wyginam śmiało ciało”, którą po wyjściu z kina każdy nucił jeszcze przed dłuższy czas.

 

  Po takim sukcesie było oczywiste, że producenci dopiszą drugą część przygód . I tak oto 1-go stycznia 2009 miała miejsce premiera sequelu. Tym razem nasi zwariowani bohaterowie postanawiają opuścić wyspę i wrócić do Nowego Jorku. Niestety samolot pilotowany przez zmilitaryzowane pingwiny ląduje awaryjnie w Afryce.

plakat promujący film

plakat promujący film

 

 Na miejscu wszyscy dowiadują się, że przedstawicieli ich gatunku jest więcej. I tak jesteśmy świadkami jak lew Alex odnajduje swoich rodziców, którym przed wieloma laty został zabrany  przez kłusowników. Niestety wychowany przez ludzi nie potrafi polować i walczyć przez co nie przechodzi tradycyjnego rytuału przyjęcia do stada i zostaje wygnany. Problemy nie omijają również najlepszego kumpla Alexa- Marty’ego,  który przeżywa kryzys tożsamości po odkryciu, że wszystkie zebry w Afryce są takie jak on, umieją takie same sztuczki i  co gorsza żadne z jego przyjaciół nie potrafi go rozróżnić w stadzie zebr. Natomiast w Glorii budzi się kobieca natura i postanawia poszukać towarzysza życia, więc zaczyna umawiać się na randki z narcyzowatym hipopotamem Moto-Moto. To randkowanie przyczyni się do tego, że żyrafa Melman, nie mogąc się pogodzić ze złym traktowaniem Glorii przez Moto, przyzna się, że od lat jest w niej zakochany i, że to z nim powinna się umawiać.

 

Niestety „Madagaskar 2” okazał się filmem robionym na siłę, na życzenie publiki, która oczekiwała drugiej części równie śmiesznej i pełnej  gagów co pierwsza. W poprzednim filmie rozmowy między bohaterami i absurdy wynikające ze znalezienia się miejskich zwierząt w dżungli i ich próby dostosowania się do panujących w dziczy zasad, były zrozumiałe dla młodszych i dorosłych. Tym razem niestety fabuła i dialogi nie odpowiadają dziecinnemu odbiorowi filmu. Wiele razy w trakcie projekcji, dzieci dopytywały się o niejasne dla nich wątki. Jest również jedna scena, która zaskoczyła rodziców a tak rozbawiła dzieci, że po raz pierwszy na sali dało się słyszeć ich szczery i głośny śmiech.  Na ekranie pojawił się lew Alex, który spotyka na swojej drodze babcię, znaną już widzom z pierwszej części dzięki niesamowitej znajomości chwytów karate i kung-fu. Owa babcia rozgniewana faktem, iż ktoś zabrał jej torebkę przystępuje do walki z lwem. I nie jest do zwykłe grożenie palcem, tylko prawdziwa bardzo agresywna bitwa, w której raz po raz pojawiają się zbliżenia  łapy lwa uderzającego babcię z całej siły w twarz i vice versa. 

 

waleczna babcia gotowa do ataku

waleczna babcia gotowa do ataku


 

 

Na twarzach niektórych rodziców malowało się zaskoczenie, że taka scena ma miejsce w filmie przeznaczonym dla widzów najmłodszych. Natomiast ich pociechy śmiały się do rozpuku. Dla nich był to jedyny fragment filmu, w którym zamiast słów użyte były gesty, ruch, mimika. Widoczne było, że dla dzieci są dużo ważniejsze proste, żywe przekazy: ’babcia bije lwa – lew bije babcię’ niż odpowiednie do sytuacji, pełne anegdot rozmowy między postaciami, które tak śmieszą dorosłych. Pod tym względem pierwsza cześć była zdecydowanie lepsza, ponieważ i jedni i drudzy wychodzili z kina roześmiani, a teraz niestety najmłodsi odbiorcy  byli raczej zawiedzeni.

 

 Morał filmu jest za to zrozumiały dla wszystkich. Nasi bohaterowie postanawiają zostać w Afryce, gdzie zwyciężyła rodzina, przyjaźń  i miłość: rodzice przyjmują Alexa do stada mimo, iż tańczy zamiast polować, Gloria i Melman są w sobie zakochani po uszy, a Marty wydaje się być uspokojony kiedy przyjaciele mówią mu, że wszystkie inne zebry są czarne w białe paski a on jest biały w czarne i to go odróżnia od pozostałych, co w końcu utwierdza go w jego niepowtarzalności.

 

Równie niepowtarzalna i najlepsza pozostanie zawsze pierwsza część „Madagaskaru” i mimo iż wiele osób rozczarowało się sequelem, to gdy do kin wejdzie zapowiadana przez producentów trzecia część, tak samo tłumnie ruszą ze swoimi dziećmi do kin by obejrzeć kolejne przygody uroczej gromadki z Zoo w Central Parku. No bo jak ich tu nie kochać….

a kto jest Twoim ulubieńcem??

a kto jest Twoim ulubieńcem??

 

 

Lena